//////

Archive for Styczeń, 2013

ŹRODŁA I KIERUNKI KRYTYKI

Ph. Davison wymienia w kolejności: pogoń za szybkością, stąd preferencja dla wydarzeń nieciągłych i niechęć do analizowania zjawisk i procesów trwających miesiące i lata; głośność i sensacyjność zdarzenia; niejednoznaczność faktów i zda­rzeń dopuszczająca pewną dowolność interpretacyjną oraz speku­lacje; preferowanie zdarzeń rzadkich odznaczających się trud­nym do przewidywania przebiegiem; personifikacja procesów i zjawisk społecznych itp.Poprzestanie na tym mogłoby wy­tworzyć błędne wrażenie, iż nie ma na Zachodzie intelektualistów i polityków, którzy by wyrażali swe odrębne stanowisko w oma­wianych kwestiach.

GŁOSY KRYTYKI

Wprawdzie koncepcja „swobodnego przepływu” nadal kształ­tuje oblicze burżuazyjnej teorii komunikowania międzynarodo­wego oraz praktyki politycznej w tej dziedżinie, to jednak zna­lazła ona także i przeciwników wśród wielu teoretyków i polity­ków, których argumenty krytyczne wypływają z różnych mo­tywacji i źródeł, mają różnorakie tło ideologiczne i odznaczają się różną głębią.Głosy tej krytyki słychać było już wtedy, gdy omawiana kon­cepcja dopiero się kształtowała, gdy Stany Zjednoczone przygo­towywały grunt pod kampanię dyplomatyczną i polityczno-pro­pagandową, która zmierzała do narzucenia światu „swobodnego przepływu” jako modelu komunikowania międzynarodowego.Za przysłowiowy „głos wołającego na puszczy” można uznać Raport Komisji Hutchinsa, który postulował bardziej realistycz­ne podejście w stosowaniu zasady wolności informacji w stosun­kach międzynarodowych.

ROZSĄDNE GŁOSY

„Należy przesunąć akcent z prawa do swobodnej wypowiedzi indywi­dualnej —argumentował dyrektor Komisji, R. D. Leigh — na podstawowe potrzeby każdego obywatela w zakresie regularnego dostępu do wiarygod­nej informacji oraz zagwarantowania różnorodności idei, opinii i argu­mentów dotyczących spraw publicznych. Nie jest to negacja wolności, lecz jej dowartościowanie, by wzbogacona o odpowiedzialność służyła prawdzie i zrozumieniu. Koncepcja odpowiedzialności w swej logicznej konsekwencji doprowadzi nas do takich środków informacji masowej, dla których wol­ność nie będzie barwą ochronną i które nie będą mogły istnieć dzięki nadużywaniu tej wolności”.Te rozsądne głosy tonęły jednak w tym okresie w powodzi skrajnie apologetycznych opinii na rzecz nieograniczonej wol­ności informacji. Bardziej zdecydowaną krytykę miały przynieść dopiero lata sześćdziesiąte, by w latach siedemdziesiątych prze­kształcić się już w znaczącą opozycję przeciwko tej koncepcji. Opozycja ta zaczęła się konsolidować zarówno wśród teoretyków komunikowania masowego, jak i badaczy stosunków międzyna­rodowych. Uzupełniały ją krytyczne wypowiedzi wielu realistycz­nie myślących polityków i publicystów.

KRYTYKA „IMPERIALIZMU KULTURALNEGO”

Krytyka ta i wypływający z niej postulat zajmują ważkie miejsce w katalogu argumentów przeciwko „swobodnemu prze­pływów’!”. Ponieważ te krytyczne poglądy cechuje znaczna róż­norodność i odmienność w ujmowaniu problemu, stąd wiele w tej krytyce relatywizmu.Najistotniejszym momentem, który odróżnia argumenty teore­tyków zachodnich przeciwko „swobodnemu przepływowi” od tych, które wysuwa teoria marksistowska, jest krytyka objawów, a nie przyczyn, które je wywołują. W zachodniej myśli krytycz­nej ocenia się negatywnie „swobodny przepływ” najczęściej nie dlatego — czy nie tyle dlatego — iż zasadza się on nie na nie­skrępowanej wolności informacji, lecz dlatego, że wiedzie do „imperializmu kulturalnego”. Założenie takie prowadzi wielu autorów do formułowania eklektycznej tezy, że eliminując „im­perializm kulturalny” nie należy ograniczać wolności, ale szukać jakichś innych sposobów uzdrowienia tej sytuacji.

NAJCZĘSTSZY WYBÓR

Wybór pada najczęściej na postulat „komunikowania dwukierunkowego” jako skutecznego remedium na „imperializm kulturalny” bez poświę­cania wolności informacji w kształcie tradycyjnym. Argumentacja taka zasadza się na dość arbitralnym rozdzielaniu obiektywnego związku przyczynowo-skutkowego, czemu nie poddaje się rzeczy­wistość omawianego zjawiska, dla którego najbardziej charakte­rystyczne jest to, że między obu jego elementami, tj. nieskrępo­waną wolnością informacji a „imperializmem kulturalnym” musi zachodzić stosunek logicznego i faktycznego wynikania. Można wyróżnić przynajmniej trzy kierunki krytyki „impe­rializmu kulturalnego”, z którymi wszakże trudno się zgodzić: pierwszy z nich, piętnuje wprawdzie samo zjawisko, lecz neguje jego istnienie w dzisiejszych stosunkach międzynarodo­wych.