//////

Archive for Styczeń, 2012

WYPŁYWAJĄCY POSTULAT

Charakteryzując najogólniej krytykę „swobodnego przepływu” w tym nurcie zachodniej literatury i publicystyki trzeba podkreś­lić jej wszechstronność. Krytykuje się „swobodny przepływ” już nie tylko jako hasło polityczne, ale także założenie metodologicz­ne. Zasadza się to na odrzuceniu tego, co w teorii amerykańskiej określa się jako flow of information approach i przyjęciu metody content of information approach, co w wolnym tłumaczeniu ozna­cza przeniesienie akcentu z „przepływu” informacji na jej „treść”, czyli priorytet kryteriów treściowych przed ilościowymi. Wypły­wa stąd postulat jakości komunikowania, co prowadzi z kolei autorów do zakwestionowania wartości wielu przekazów płyną­cych z Zachodu we wszystkich azymutach naszego globu zgodnie z liberalistyczną formułą wolności informacji, która — jak twier­dzi jeden z autorów — nie jest w warunkach kapitalizmu „pra­wem człowieka”, a „prawem ekonomii”, interpretuje się ją bo­wiem jako „prawo sprzedawania wszystkiego, co się da sprze­dać”.

DZIAŁANIE PRAWA

Działanie tego prawa w skali światowej przynosi korzyści krajom bogatym, ale— jak twierdzą badacze — działa też na ich niekorzyść. Sama Ameryka jest ofiarą modelu komercyjne­go komunikowania międzynarodowego, do powstania którego się przyczyniła i który nadal ugruntowuje — twierdzi W. P. Dizard. Model taki promuje przepływ przekazów, które kształtują w świecie najgorszy z możliwych „image” Stanów Zjednoczonych. „Powinniśmy być reprezentowani w świecie przez coś więcej niż tylko kowbojskie seriale o standardowej formule, fiłmy krymi­nalne czy infantylne komedie”— przestrzega autor. W przeko­naniu C. T. Rowana „największą szkodę (…) wyrządza nam po­wszechne w świecie przeświadczenie, że Amerykanie boją się zmian zarówno we własnym kraju, jak i w innych częściach świata. Większość narodów jest przekonana, że naszą opozycję wobec komunizmu dyktuje obawa o nasze «tluste koty» oraz obsesyjny strach, że każda zmiana spowoduje, iż my będziemy mieli mniej, a reszta świata więcej”.

KRYTYKA MEGALOMANII KULTURALNEJ

Wchodzi ona w zakres krytyki „imperializmu kulturalnego”, różni się jednak od poprżednio omówionych kierunków tym, że ujmuje to zjawisko nie tylko jako skutek działania określonych mechanizmów ekonomiczno-rynkowych, lecz także pewnego spo­sobu myślenia, wyrażającego się w poczuciu wyższości własnych standardów i nietolerancji wobec innych.Zdaniem wielu badaczy ten typ nietolerancji występuje w wielu społeczeństwach zachodnich. Bierze się on przy tym nie tyle z tradycyjnego nacjonalizmu, bo tego na „kosmopolityzują- cym się” Zachodzie jest coraz mniej, ile raczej z narcystycznego zapatrzenia się we własne wzory i wiary w ich uniwersalność.Bezkrytyczny stosunek do współczesnej kultury mieszczań­skiej dyktuje jej apologetom przeświadczenie, że pozostaje ona nadal — jak sobie tego życzy brytyjski politolog, L. Labedz — „epicentrum idei wolności i poszanowania ludzkiej godności, a po­stęp materialny Zachodu uniwersalnym kryterium osiągnięć spo­łeczeństw”. Ma stąd płynąć oczywisty wniosek, że „wyższość kulturalna Zachodu jest niepodważalna” (unchallenged).

Search
Archives

You are currently browsing the Edukacja Wyższa blog archives for Styczeń, 2012.