//////

Archive for Listopad, 2007

W SZEROKIEJ SFERZE

Mówiąc zatem o równości w sferze szeroko pojętego komuni­kowania mamy raczej na myśli „równość szans” — posługując się określeniem zaczerpniętym ze współczesnych dyskusji na te­mat egalitaryzmu — która winna stwarzać równe możliwości „na starcie”, co w tym przypadku oznacza rezygnację państw roz­winiętych z nadużywania swej przewagi materialno-technicznej w dziedzinie komunikowania i umożliwienie w ten sposób małym narodom udostępnienia światu ich wartości.Dodajmy, że postulat ten wysuwają nie tylko kraje socjali­styczne, już bowiem przed ponad ćwierćwieczem, gdy świat był bliżej globalnego konfliktu niż ideałów równości państw, grupa postępowych intelektualistów sympatyzujących z UNESCO rzu­ciła apel do narodów świata, by „poczuły się moralnie zobowią­zane do stworzenia sprzyjających warunków do kulturalnej re­adaptacji i poszanowania godności narodów nowo wyzwolonych spod obcej dominacji, które są dopiero w trakcie rewaloryzacji swych tradycji i zasobów kulturotwórczych i których kulturze nowoczesne społeczeństwa mają wiele do zawdzięczenia.

ŻYCZLIWOŚĆ DLA NOWYCH

Narody, które nie zdobędą się na życzliwość dla tych nowych społe­czeństw, okażą tym samym kulturową niedojrzałość i brak hu­manizmu”Ponieważ — jak to wcześniej stwierdziliśmy — sfery komu­nikowania nie da się oddzielić od całokształtu stosunków między­narodowych, przeto muszą się na nim odbijać korzystnie lub nie­korzystnie wszelkie pozytywne lub negatywne procesy i zjawiska występujące na innych płaszczyznach. Wielu badaczy sądzi jed­nak, że postęp w omawianej dziedzinie jest ciągle niewspółmier­nie mały do postępu osiągniętego w pozostałych i że stan nie­sprawiedliwości utrzymuje się najdłużej właśnie w międzynaro­dowych stosunkach kulturalnych, w których ciągle daleko do po­zytywnego współżycia.

PRZYCZYNY NIEDOCENIENIA

Tę swoistą inercję można tłumaczyć faktem, że społeczność międzynarodowa stosunkowo późno, bo w zasadzie dopiero w la­tach siedemdziesiątych, zdała sobie sprawę z całego anachronizmu tej sytuacji i podjęła wysiłki w celu jej uzdrowienia. Przyczyn tego niedoceniania sfery kulturalnej było wiele, ale wydaje się, że dopiero gwałtowny rozwój nowoczesnych technik przekazu (połączony z brakiem międzynarodowego uregulowania ich dzia­łalności), a zwłaszcza perspektywa użycia satelitów komunika­cyjnych do bezpośrednich emisji telewizyjnych postawiły z całą ostrością szereg problemów, wśród nich problem suwerenności kulturalnej narodów zagrożonej na niespotykaną dotąd skalę.

SMUTNE DOŚWIADCZENIA

Po smutnych doświadczeniach z propagandą radiową wiele narodów uświadomiło sobie konieczność niedopuszczenia do podobnego nadużycia nowego, o wiele potężniejszego środka oddziaływania, jakim jest i jeszcze w większym stopniu będzie telewizja.Badacze z krajów socjalistycznych i nie tylko nie wahają się określić obecnej sytuacji w tej dziedzinie jako dominacji infor- macyjno-kulturalnej jednych krajów nad innymi, którą w pu­blicystyce nazywa się także mianem „imperializmu kulturalnego”. Słusznie zwraca się uwagę na fakt, że ta forma dominacji jest tylko jednym z przejawów dominacji w ogóle i że z reguły nie występuje samodzielnie. „Walka o uznanie równouprawnienia kultur — stwierdza K. Żygulski — jest (…) równocześnie walką z rasizmem, a także obcą dominacją ekonomiczną-techniczną, z różnymi formami agresji kulturalnej.

Search
Archives

You are currently browsing the Edukacja Wyższa blog archives for Listopad, 2007.